09 stycznia 2021

"Dziewiąty dom", wizualnie

         Mam wrażenie, że 2020 r. był obfity w okładki z wężowym motywem. Mnie zainteresował tylko „Dziewiąty dom” Leigh Bardugo. Ogólne nie uważam, że jest to najpiękniejsza książka jaką w ręku miałam. Jednak ma w obie coś takiego co zapada w pamięć.

          Co zabawne, chyba najbardziej w tym wydaniu podoba mi się materiał z jakiego została zrobiona okładka. Oczywiście jest twarda, ale chodzi mi też o taką dziwną miękkość. Żałuję, że nie umiem tego opisać.

          Kolejnym rozwiązaniem, które przypadło mi do gustu jest wpisanie autorki i tytułu w ciało węża. Całość też jest spójna tworzy ładą całość. Pojawiają się motywy, które się powtarzają, ale w różnych wydaniach. Jak, na przykład gad. Z tyłu też się pojawia, ale tym razem jest z przeźroczystej, błyszczącej folii, która ukazuje go, gdy światło padnie pod odpowiednim kątem. Jedyna monotoniczność, która mi się podoba, to powtarzająca rzymska liczba „IX”. Rozumiem to nawiązanie do tytułu, ale nie było ono potrzebne i z przodu, jak i z tyłu.

          Aby być szczerym muszę napisać, że nie wiem czemu akurat wąż i kwiaty. Nie ma to związku z treścią książki, ale z pewnością cieszy oko. Również bardzo ładnie prezentuje się na półce. Grzbiet także ma ten sam motyw, ale tym razem kolory zostały odwrócone, a wąż „wpełza” do liter tworzących słowo „dziewiąty”.

Przód okładki: 4,5 gwiazdki

Tył okładki: 5 gwiazdek

 

Dopasowanie tekstu: 5 gwiazdek

Ilustracje wewnątrz: brak

 

Całokształt: 4,5 gwiazdki

Suma: 4,5 gwiazdki

07 stycznia 2021

najgorsze książki i rozczarowania 2020 r.

  Na początku nie zakładałam, że będę dzielić się moimi najgorszymi książkami i rozczarowaniami. Nie widziałam sensu spisywania w jednym miejscu, według mnie, słabych pozycji. W końcu jak to się mówi; nie ważne co mówią ważne, że mówią, dlatego i tak zrobiłabym szum i nagłośniła te tytuły. Potem jednak stwierdziła, że w ten sposób mogę przecież zniechęcić do sięgnięcia po nie. Zachęciła mnie też do tego moja ostatnia klapa 2020 r. i zapewne o niej będzie tutaj najwięcej. Ogólnie nie ma ich stosukowo bardzo dużo, bo zazwyczaj udaje mi się trafić w mój gust. Z pewnością te przedstawione przeze mnie nie są szkodliwe, po prostu coś mi w nich nie pasowało.

Zaczynając od początku, w lutym przeczytałam „Najdziksze serca” Jamesa Olivera Curwooda. Było to moje pierwsze spotkanie z taką czystą powieścią przygodową. Niestety ta książka jak na razie zniechęciła mnie do sięgnięcia po kolejne z tego gatunku. Moim zdaniem miała ona pewne absurdy, miejscami była nudna, a jedyne co mnie się w miarę podobało to wątek romantyczny, a to chyba nie o to chodzi w literaturze przygodowej.

Gdzieś w lipcu zaczęłam "Dyskretny urok Fenet Branca" Jamesa Hamiltona – Patersona, ale porzuciłam ją już po pierwszych rozdziałach. Właściwie nigdy nie zdarza się, że zostawiam książki, ale to było straszne. Nie byłam wstanie czytać dalej tej komedii. Tam nic nie było śmieszne i niczego nie byłam się wstanie dowiedzieć o bohaterach. Chyba, że to co jedli…

„Przeklęte miasto”, Ellerego Queena z tego co pamiętam nie zaintrygowało mnie tak jak kryminał powinien. Bohaterowie byli płascy, przestrzeń nie wykreowana. Wszystko tak dosyć po łepkach napisane.

„Księga Kłamstw” Terri Terry napisała swoich bohaterów w bardzo dziecinny sposób, tak jakby ta książka była kierowana do mniej więcej 10-latków, ale pewne problemy z jakimi się ci bohaterowie zmagali były już pisane pod 13+ - latków. Dlatego nikt nie byłby zadowolony po przeczytaniu tej książki.

Oh, pamiętam, że w październiku z polecenia mojej polonistki przeczytałam całego „Fausta”. Jeśli interesują Was moje rozważania na temat wpływu języka jakim jest napisana historia na przyjemność z czytania, to kliknijcie tutaj. Ja napiszę tylko tyle, Pani naopowiadała mi o niesamowitych przygodach i „psikusach” jakie robił Faust z Mefistofelesem, a dostałam dosyć powolną akcje z mało zabawnymi żartami jakie robił główny bohater.

Z jednej strony chcę tutaj umieścić „Gwiazdę Szeryfa” z drugiej strony nie jestem pewna, ponieważ mniej więcej połowa, ¾ była całkiem niezłe. Może w takim razie póki co poczekam i w recenzji, która powinna pojawić się na końcu stycznia wyrażę swoją opinię.

To teraz pora zmierzyć się z tymi dwoma ostatnimi koszmarami, które wyszły spod pióra Gayle Forman. Przyznam, że romans to nie mój gatunek, miała tutaj się pojawić jeszcze jedna książka, ale doszłam do wniosku, że jedyny powód, dla którego mnie się nie podobała to właśnie gatunek.

Matko, bardzo Was przepraszam, ale nie wiem co się dzieje, że blogger ostatnio psuje jakość tych zdjęć.

Jednak „Zostań, jeśli kochasz” i „Wróć, jeśli pamiętasz” to już jest wyższa szkoła jazdy. Pierwsza część jeszcze jako tako miała sens, akcja przebiegała zgodnie z linią czasu, wszystko działo się po kolei. Problemem byli bohaterowie, którzy zostali uśmierceni zanim dobrze ich poznaliśmy, a zakończenie zamiast być ckliwe było tak słabo i nudo napisane.

            To i tak nic w porównaniu z drugą częścią, co do której mogę powiedzieć tylko jedną dobrą rzecz – rozbawi Was swoją żałosną historią do łez. Chociaż nie wiem czy to dobrze, że ckliwe historyjki o „(…) dającej wparcie rodzinie, przyjaźni, samotności i znajdowaniu swego miejsca na ziemi, o umiejętności godzenia się z przeszłością i przyjmowania tego, co nadchodzi, o potędze miłości i wyborach, których każdy z nas musi dokonać.” doprowadzają nas do śmiechu. Przy okazji, nie było nawet połowy z tego co obiecał opis wydawniczy. Był za to chaos, za szybka akcja, która miejscami nie mała sensu, brak dobrze wykreowanych bohaterów, którym dałoby się współczuć, no i śmiech, dużo śmiechu z głupoty fabuły i działań bohaterów.

05 stycznia 2021

"Dziewiąty dom", Leigh Bardugo

          W 2020 roku przeczytałam parę książek, o których nie udało mi się wspomnieć jeszcze wtedy. Pojawiały się plany związane ze świętami, ale w styczniu powinno mi się udać nadrobić wszystkie zaległości. Jedną z ich jest debiut w powieściach, podobno, dla dorosłych Leigh Bardugo. Jednak ja „Dziewiąty dom” określiłabym mianem New Adult. Czyli taka niby młodzieżówka, ale do odbiorcy coś koło 16+. Po prostu książka dla bardziej dojrzałego odbiorcy. Czasem ze względu na wątki, które są poruszane, ale też nierzadko występującą tam brutalność.

Tytuł i autor: „Dziewiąty dom", Leigh Bardugo

Gatunek: New Adult

Ilość stron: 468

Data: 16.-18.12.2020 r.

ISBN 978-83-66712-01-0

Wydawnictwo: MAG

Moja ocena: 8,5/10gwiazdek.

Ta książka opowiada o władzy, przywilejach, mrocznej magii i morderstwie pośród elity z Ivy League. Alex Stern to ostatnia dziewczyna, jaka mogłaby znaleźć się na pierwszym roku w Yale, prestiżowym uniwersytecie Ligi Bluszczowej. Rzuciła szkołę i jako jedyna przeżyła potworną, niewyjaśnioną zbrodnię, Yale może być dla niej nowym początkiem. Jednak darmowa nauka na jednym z najbardziej szanowanych uczelni wiąże się z pewnym haczykiem. Alex ma za zadanie monitorować tajemnicze poczynania tajnych stowarzyszeń w Yale, stowarzyszeń, z których wywodzi się wielu najsłynniejszych i najbardziej wpływowych ludzi świata.

Sięgając po „Dziewiąty dom” miałam nabudowane, przez samą siebie, ogromne wyobrażania i oczekiwania co do tej książki. Myślałam, że w końcu znalazłam coś idealnego dla siebie; połączenie kryminału, fantastyki, trochę poważniejszej młodzieżówki, do tego bohaterowie wykreowani przez Leigh Bardugo, całość w stylu Dark Academia (kojarzycie klisze ze „Stowarzyszenia umarłych poetów”). No i to przeświadczenie mnie zgubiło, ale po kolei.

Najgorszy chyba był początek. Już od razu byliśmy wrzuceni w wir wydarzeń. Tak naprawdę ledwo co można było się połapać co się dzieje. Alex znała wszystkich, mówiła tak oczywiste rzeczy, a my nie wiedzieliśmy nic. Można było się w tym pogubić, może nawet niektóry by się poddali. Jednak już po paru rozdziałach wszystko się układa i czytelnik dostosowuje się do rytmu, po mało zaczyna rozumieć i żyć w zgodzie z tym światem.

Główna bohaterka angażuje się w śledztwo, którego ofiarą padła młoda kobieta. Nie jest to zadanie łatwe, zwłaszcza że zleceniodawca naciska, żeby się do tego nie mieszać. Kiedy Alex jest już prawie gotowa posłuchać owego nakazu zostaje zaatakowana, ktoś najpewniej obawia się tego, czego już mogła się dowiedzieć, co przekonuje ją do rozwiązywania nadal sprawy.

Alex tak naprawdę jest jedną z dwóch głównych bohaterów i zdecydowanie jest tą mniej lubianą osobą. Z pewnością jest tajemnicza i nieoczywista, nie jest pyszna ani zuchwała. Swoją drogą, uwielbiam to jak Leigh Bardugo kreuje bohaterów i opisuje ich cechy charakterystyczne. Można by zrobić cały osobny wpis wypełniony cytatami. Mimo to jest coś w tej bohaterce coś takiego co mnie denerwuje. Darlinkton (czy tylko mi to imię kojarzy się z Darklingiem z innej serii tej samej autorki, czyżby brak pomysłu), drugi narrator, opowiadający nam o przeszłości w murach tej szkoły, który nie wiadomo gdzie zniknął, jest lepszym bohaterem. Przyznam, że na początku był niezbyt miły dla Galaxy (pełne imię dziewczyny, tak też się zdziwiłam), jednak potem stał się dla niej dobry i starał się jej pomóc odnaleźć się w nowej rzeczywistości. 

"Wtedy Alex się uśmiechnęła. To był przelotny uśmiech, mignięcie

dziewczyny, która się w niej czaiła – szczęśliwej, mniej nawiedzonej. Tak

właśnie działała magia. Odsłaniała serce tego, kim byłeś, zanim życie odebrało ci

wiarę w to, co możliwe. Oddawała świat, za jakim tęskniły wszystkie samotne

dzieci."

          Na początku, od razu po skończeniu, czułam, że było w tej książce za mało akcji, że powinno być jeszcze więcej intryg, tej całej magii i sposobu w jaki została zareklamowana ta pozycja. Lecz, w sumie już po paru godzinach i po byciu z tym co się zdarzyło, stwierdziłam, że jednak właśnie takie książki lubię. Trochę stonowane, ale nie do przesady. Jest i akcja, i chwila na ochłonięcie. Chociaż trzeba przyznać, że wydawnictwo potrafi zareklamować książkę, bo trochę przekoloryzowali cały opis, zapewne, żeby się lepiej sprzedawała.

Z tego co pamiętam to koło ostatnich 80 stron dostałam kulminacje tego wszystkiego na co czekałam. Szczególnie ostatnie dwa rozdziały wbiły mnie w fotel i teraz czekam z niecierpliwością na drugi tom.

Dlatego tak naprawdę z czasem okazało się, że jest to idealna książka dla mnie, myślę że wielu może się ona spodobać. Tylko nie stawiajcie tej książce nie wiadomo jakich wymagań, bo możliwe, że będziecie czuć pewien niedosyt. Na pewno ma ona pewne minusy, tak jak wszystkie książki. Nie spodoba się ona też każdemu, szczególnie jeśli nie lubi się wątku kryminalnego, ale jest warta uwagi.

Początek: 3,5 gwiazdki

Fabuła: 4,75 gwiazdki

Koniec: 5 gwiazdek

 

Świat przedstawiony: 5 gwiazdek

Bohaterowie (wykreowanie):

główni: 5 gwiazdek

dalsi: 4 gwiazdki

Bohaterowie (przywiązanie):

główni: 4,5 gwiazdki

dalsi: 3 gwiazdki

 

Język: 5 gwiazdki

Sposób pisania: 4,5 gwiazdek

 

Końcowy wynik: 8,5/10 gwiazdki

01 stycznia 2021

21 na 2021 r.

          Szczerze, nie jestem przekonana, że uda mi się wywiązać z tych planów czytelniczych na 2021 rok. Pewnie nawet nie będę tu zaglądać po dodaniu tego. Właśnie dlatego jestem ciekawa jak mi pójdzie i przy okazji chcę się tym z Wami podzielić. Aby nie musieć szukać nie wiadomo ilu książek i, żeby ten wpis nie był przydługi zmieszczę się w 21 pozycjach. Co i tak w sumie jest dosyć sporą liczbą… dlatego zrezygnuje z pisania opisów, dodam tylko parę słów o moich pobudkach.

Seria „Program”, Suzanne Young; przydałoby się w końcu przeczytać te dwa ostatnie tomy. W sumie zwlekałam z tym tak długo tylko dlatego, że ciągle nie ma ich wydanych po polsku i będę musiała po nie sięgać w oryginale.

„Winterwood”, Shea Ernshaw; kolejna pozycja wydana tylko po angielsku. Czytałam już „The Wicked Deep” tej autorki, dlatego po dobrych wspomnieniach liczę na kolejny sukces.

„Pupmpkinheads”, Rainbow Rowell; po tym roku chyba będę miała już w czytaniu po angielsku. Chociaż tyle, że to jest komiks, więc powinno pójść sprawniej.

Seria „Ania z Zielonego Wzgórza”, Lucy Maund Mongomery; w sumie nie wiem ile tomów mnie jeszcze czeka, ale chciałabym w tym roku zakończyć przygodę z Anią.

Saga „Kwiaty na poddaszu”, Virginia C. Andrews; nie lubię zostawiać niedokończonych serii i książek. Z resztą początek sagi był całkiem niezły.

Seria „Zbrodnia nie przystoi”, Stevens Robin; chciałabym też rzeczytać trochę literatury dziecięcej, w tym właśnie tą napoczętą serię krymianłów.

Seria „Małe kobietki”, Luis Malcot; mimo małego rozczarowania związanego z „Dobrymi żonami”, o czym będziecie mogli przeczytać za jakiś czas chcę brnąć w to dalej.

Aneta Jadowska i tutaj pojawia się imię i nazwisko autorki, ponieważ jeszcze do końca nie wiem od czego chcę zacząć, ale na pewno muszę zapoznać się z jej twórczością.

„Siedem śmierci Evelyn Hardcastle”, Turton Stuart; pamiętam jak parę lat temu było o niej głośno, więc postanowiłam w końcu sama się przekonać czy jest tak dobra.

„Zbłąkany syn”, Rainbow Rowell; kontynuacja „Nie poddawaj się” i kolejna książka tej samej autorki.

„Witchborn. Córka czarownicy”, Nicholas Bowling; nadrabiam zeszło roczne premiery.

„Pod taflą”, Louise O'Neill; bajkowy klimat i retellig, tym razem małej syreki.

„Te wiedźmy nie płoną”, Isabel Sterling; tę książkę najchętniej przeczytałabym w obu wersjach. Po angielsku ze względu na pieką okładkę, po polsku ze względu na chęć sprawdzenia tłumaczenia.

„Kraina nocy”, Melissa Albert; tak czekałam na kontynuacje „Hazel Wood”, a w rezultacie nie udało mi się po nią sięgnąć w 2020 r.

„Księgi zapomnianych żyć”, Bridget Collins; właściwie sama okładka przekonała mnie do przeczytania tej książki, ale trzeba przyznać, że opis też jest intrygujący.

„Ruchomy zamek Hauru”, Diana Wynne Jones; przydałoby się kiedy spełnić obietnice i przeczytać ulubioną książkę mojej przyjaciółki.

„Niezwykły świat Calpurni Tate”, Jacqueline Kelly; kolejna kontynuacja serii dla młodszych czytelników. Czy ja chcę nadrobić jakieś książki jeszcze ze swojego dzieciństwa, czy o co chodzi, że tak się ich tak namnożyło?

„Norra latin”, Sara Bergmark Elfgren; przypomniała mi o tej książce moja koleżanka i zdałam sobie sprawę, że opis jest podobny do „Nieodgadnionego”, który tak mi się podobał.

„Grobowa cisza, żałobny zgiełk”, Yoko Ogawa; po pierwsze to jest książka autorki „Ukochanego równania profesora”, po drugie opis też jest interesuje i brzmi zupełnie inaczej niż ta pierwsza książka.

„Z deszczu pod rynnę”, „Kasa forsa, szmal”, Kerstin Gier; jedne z pierwszych książek mojej ukochanej autorki.

„Rok 1984”, Gorge Orwell; przydałoby się tutaj też trochę klasyki i literatury poważnej.

          Tak naprawdę dopiero tworząc ten TBR zorientowałam się ile na mnie czeka pozaczynanych serii, dobrych książek i tzw. zeszłorocznych premier. Dlatego o dziwo nie było łatwo wybrać tych 21 książek. Chciałabym, więc w tym roku zająć się głównie tymi starszymi wydaniami. Oprócz tego czytać jeszcze więcej nowych gatunków. Miałam to robić w 2020 roku, ale coś nie wychodziłam z strefy komfortu zbyt często.

17 grudnia 2020

„Król Lear” , William Shakespeare

     To już moje kolejne spotkanie z Shakespeare’m i ostatnie serii tragedia. Przynajmniej na ten moment tak myślę, ponieważ „Król Lear” jest ostatnim dramatem w tym wydaniu, które ja mam. Teraz poluje na komedie z tego samego wydawnictwa, żeby pasowały mi do kompletu.

Tytuł i autor: „Król Lear” , William Shakespeare

Gatunek: tragedia

Ilość stron: 174

Data: 30.11. - 10.12.2020 r.

ISBN 978-83-08-06203-6

Wydawnictwo: Literackie

Moja ocena: 8 gwiazdek.

(Okej, nie wiem, co się stało z jakością tego zdjęcia ;(()

          „Król Lear” jest oparty na legendzie o Llyrze, mitycznym królu Brytanii, który mając trzy córki podejmuje szczególną decyzję co do tego, jak podzielić między nie posiadany majątek. Sposób, który wybiera oraz decyzja, jaką podejmuje, są dowodem, że sędziwość i mądrość niekoniecznie idą w parze. William jak zawsze buduje bardzo ciekawy portret psychologiczny głównego bohatera, ale nie zapomina przy tym o innych. Często wskazuje przy tym wady społeczeństwa, dosyć niepokojące jest to, że prawdy, które autor tworzy są uniwersale i nadal aktualne.

          Przyznam, że za bardzo nie wiem jak ugryźć tę recenzję, ponieważ boję się, że cokolwiek napiszę zdradzę za dużo treści. Możliwe, że niestety będą tu tylko same fakty. Nie przepadam za pisaniem w ten sposób, ale co mogę zrobić jak nie mam jak podać przykładów.

Mniej więcej do połowy książki podobały mi się wszystkie zabiegi, które Shakespeare wprodzał, jednak potem nabrałam wrażenia, że im było bliżej końca tym było gorzej. Każde kolejne sceny były coraz nudniejsze. Ostatni akt czytałam tylko, żeby poznać zakończenie, które w dodatku mnie rozczarowało. Niby wiem, że Shakespeare ma tendencje do kończenia sowich tragedii (w sumie sama nazwa na to wskazuje…) w jeden konkretny sposób, ale oczekiwałam czegoś innego.

          Moim ulubionych bohaterem, był błazen. Jego teksty były idealnie wymierzone w dumę króla. To w jaki sposób te uwagi i odpowiedzi były tworzone pokazywało kto tak naprawdę jest błaznem w tych dialogach.

          Ogólnie każda kolejna przestrzeń, która jest tworzona przez

Williama jest do siebie bardzo podobna. Zdaję sobie, że treść zazwyczaj dzieje się gdzieś w ponurej Szkocji (nie mówię o „Romeo i Julii”), ale oczywiście musi też być wielki zamek, deszczowa pogoda i burza w środku nocy. Tym bardziej mam teraz ogromną ochotę przeczytać jakąkolwiek komedię, żeby zobaczyć ich strukturę.

          Podsumowując, pokładałam w tym dziele o wiele większe nadzieję i po przeczytaniu zrozumiałam dlaczego nie jest o nim tak głośno jak o pozostałych. Mimo to jeśli ktoś lubi twórczość Shakespeare’a i nie ma co czytać, to może sięgnąć.

Początek: 5 gwiazdek

Fabuła: 4,5 gwiazdki

Koniec: 3 gwiazdki

 

Świat przedstawiony: 3,75 gwiazdek

Bohaterowie (wykreowanie):

główni: 4,5 gwiazdki

dalsi: 4 gwiazdki

Bohaterowie (przywiązanie):

główni: 3 gwiazdki

dalsi: 3,5 gwiazdki

 

Język: 4 gwiazdki

Sposób pisania: 5 gwiazdek

 

Końcowy wynik: 8 gwiazdek

13 grudnia 2020

"Kwiaty na poddaszu", wizualnie

          Ostatnio zamiast, tak jak zwykle, pisać o okładce akurat zrecenzowanej książki zaprosiłam Was na post z kategorii inne. Najprawdopodobniej tak to teraz będzie wyglądać (recenzja-inne-okładka). Wiem, że tak jak zawsze, zamiast przejść od razu do sedna, piszę swoje przemyślenia. Jednak jest to miejsce gdzie mogę wyrażać siebie, ale też tworzymy je razem i zależy mi na tym, żebyście wiedzieli co mi siedzi w głowie. Dlatego zawsze cieszą mnie komentarze z Waszą opinią.

          Dla przypomnienia, tydzień temu pojawiła się recenzja „Kwiatów na poddaszu”. Pierwsze spojrzenie na okładkę wywołało u mnie raczej nieprzyjemne emocje. Jakoś tanio wyglądała mi ta okładka. Chociaż już po przeczytaniu mój stosunek zmienił się przynajmniej trochę. Na pewno zrozumiałam zamysł tego wielkiego domu i jest to chyba największy atut tej okładki. Ten mrok potęguje uczucie tajemnicy skrywanej przed dziećmi z poddasza. Również odcienie fioletu symbolicznie nawiązują do sekretów.

          Bardzo dawno nie czytałam książki, która ma tytuły rozdziałów, na myśl przychodzą mi tylko te dla dzieci. Ogólnie fonty czcionki są nawet takie same w tytule, takiego dopasowania dawno nie widziałam.

          To co mnie najbardziej zastanawia to mały, dziwny rozmiar wydania. Nie jest ono ani kieszonkowe, ani pełnowymiarowe. Co niestety bardzo rzuca się w oczy gdy książka stoi na półce obok innych pozycji.

Przód okładki: 5 gwiazdek

Tył okładki: 4,5 gwiazdki


Dopasowanie tekstu: 5 gwiazdek

Ilustracje wewnątrz: brak

 

Całokształt: 3,5 gwiazdki

Suma: 4 gwiazdki

06 grudnia 2020

"Kwiaty na poddaszu", Virginia C. Andrews

          Ostatnio oprócz recenzji starałam się też poruszać istotne tematy na przykładzie z książki. W „Kwiatach na poddaszu” Virginii C. Andrews na pewno też powinnam znaleźć taki motyw, ale trochę nie mam ochoty na taki wpis, dlatego zostanę tylko przy ocenie. Oczywiście będę się starać wprowadzać też tą pogadankową część, bo zauważyłam, że przypadła Wam do gustu.

Tytuł i autor: „Kwiaty na poddaszu” Virginia C. Andrews

Gatunek: powieść

Ilość stron: 438

Data: 27. – 29.11.2020 r.

ISBN 978-83-8169-037-9

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Moja ocena: 7,75 gwiazdki.

"Kwiaty na poddaszu" to pierwsza część sagi rodziny Dollangangerów. Ta część opowiada o rodzeństwu zamkniętym na poddaszu wielkiego domu okrutnej i przesądnej babki. Chowają się tam na życzenie matki, która regularnie zapewnia ich, że izolacja potrwa tylko trochę. Rodzina robi to, żeby znów odziedziczyć wielką fortunę. Jednak gdy trudne do zniesienia dni zmieniają się w niekończące się miesiące i lata, Cathy, Chris, Cory i Carrie uświadamiają sobie, że zagracony świat poddasza może być jedynym, w jakim przyjdzie im żyć.
          Autorka z jednej strony ułatwia sobie zadanie tworząc świat na takiej małej przestrzeni, jednak przez to mógł stać się nudny i monotonny. Na szczęście Pani Andrews jakby to przewidywała nadrabiając przygodami i świętami jakie wymyślają Cathy i Chris na poddaszu. Co więcej są też sceny opisujące część z pozostałych pokoi z rezydencji. Właśnie te wydarzenia czynią tę historię niepowtarzalną. Uwagę też przyciągają problemy jakie są poruszane. Główną osią jest znęcanie się psychiczne i fizyczne babki na całej rodzinie Dollangangerów. Z czasem jednak okazuje się, że matka też kryje swoje tajemnice, które doprowadzają do zguby dzieci. Istotny jest fakt, że autorka zwraca uwagę na problem przejmowania cech z pokolenia na pokolenie i samolubność ludzi. To jak pieniądz rządzi światem i jak chęć posiadania majątku może źle wpłynąć na uczucia. Jednak Virginia C. Aderws w moich oczach zaplusowała najbardziej pisząc o pewnych problemach długiej izolacji. Nie byłam pewna czy autorka posunie się tak daleko opisując relację starszego rodzeństwa, ale nie zawiodłam się.

          Oczywiście nie mogło się obejść bez minusów. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to bardzo charakterystykowy opis postaci. Czytając, np. o matce czułam się jakbym czytała opis jakiegoś bohatera literackiego z wypracowania szkolnego. Moim zdaniem o wiele bardziej naturalnie jest gdy cechy bohaterów są wprowadzane powoli i nie wszystkie na raz. Co więcej bliźnięta były bardzo płaskie. Właściwe nic o nich nie wiemy i w cale się nie zmieniaj na przestrzeni tych paru lat. Na koniec jedyne do czego mogę się przyczepić, jako marudzenie i czyste czepialstwo, to imiona dzieci. Wszystkie zaczynają się na „C” i są bardzo podobne. Gdyby nie to, że przygotowywałam się do pisanie, to nie wiedziałabym już jak maja a imię. Chociaż wydaje mi się, że te imiona to jest specjalny zabieg pokazujący tradycje rodową.

Początek: 5 gwiazdek

Fabuła: 4,5 gwiazdki

Koniec: 5 gwiazdek

 

Świat przedstawiony: 4,5 gwiazdek

Bohaterowie (wykreowanie):

główni: 4,5 gwiazdek

dalsi: 3,5 gwiazdki

Bohaterowie (przywiązanie):

główni: 4 gwiazdki

dalsi: 3 gwiazdki

 

Język: 4,75 gwiazdki

Sposób pisania: 4,5 gwiazdki

 

Końcowy wynik: 7,75 gwiazdki